wymuszenie wypadku i odszkodowania w UK

Wymuszenie wypadku – czyli celowe spowodowanie lub upozorowanie kolizji lub urazu w celu osiągnięcia korzyści (najczęściej odszkodowania) – jest poważnym przestępstwem w Wielkiej Brytanii. Takie działania, znane m.in. jako “crash for cash” (dosł. „kraksa dla kasy”) w kontekście stłuczek drogowych, polegają na zamierzonym wywołaniu wypadku i złożeniu fałszywego roszczenia ubezpieczeniowego. Działania tego typu są nie tylko nieuczciwe, ale już teraz nielegalne, kwalifikując się jako przestępstwa m.in. z ustawy o oszustwach z 2006 r. (Fraud Act 2006) oraz ustawy o ruchu drogowym z 1988 r. (Road Traffic Act 1988) [1]​. Innymi słowy, sprawca wymuszonego wypadku w UK naraża się zarówno na odpowiedzialność karną (np. za oszustwo, narażenie życia lub zdrowia innych osób, składanie fałszywych zeznań), jak i cywilną (np. roszczenia odszkodowawcze ofiar, sankcje ze strony ubezpieczyciela).

Wielka Brytania traktuje wymuszone wypadki bardzo poważnie, gdyż odbijają się one na całym społeczeństwie. Takie oszustwa podnoszą koszty ubezpieczeń (firmy ubezpieczeniowe przerzucają straty na klientów w postaci wyższych składek) i angażują służby publiczne w fikcyjne zdarzenia. Według brytyjskiego Biura ds. Oszustw Ubezpieczeniowych (Insurance Fraud Bureau) szkody spowodowane przez tego typu wyłudzenia sięgają 340 milionów funtów rocznie, co przekłada się na wyższe ceny polis dla kierowców​. Szacuje się, że łączny koszt wszystkich oszustw ubezpieczeniowych w UK to nawet 2 miliardy funtów rocznie, obciążające uczciwych obywateli [2]​.

Poniżej omówiono trzy główne konteksty wymuszonych wypadków – na drodze, w miejscu pracy oraz w przestrzeni publicznej – a następnie przedstawiono konsekwencje prawne takich działań (karne i cywilne) oraz krótkie porady dla potencjalnych ofiar.

Wymuszone wypadki drogowe (Crash for cash)

Najczęściej spotykanym scenariuszem jest celowe powodowanie wypadków drogowych w celu wyłudzenia odszkodowania. Sprawcy manipulują sytuacją na drodze tak, by wyglądać na poszkodowanych i zmusić niewinne osoby do spowodowania kolizji. Typowe metody to np. gwałtowne hamowanie bez powodu tuż przed pojazdem ofiary, celowe cofanie na skrzyżowaniu czy udawane wymuszenie pierwszeństwa. Często inscenizują również tzw. „stłuczki upozorowane” – sami rozbijają swoje pojazdy lub aranżują szkody, by potem twierdzić, że doszło do kolizji z udziałem innego kierowcy [3]. Innym wariantem jest całkowicie sfabrykowany wypadek, który w rzeczywistości nigdy nie miał miejsca – oszust po prostu zgłasza fikcyjną szkodę. Wszystkie te działania mają jeden cel: wyłudzenie pieniędzy od ubezpieczyciela (np. odszkodowania za rzekome obrażenia ciała, szkody komunikacyjne, utratę wartości pojazdu, itp.). Sprawcy nierzadko podnoszą stawki, zgłaszając wymyślone obrażenia (np. urazy kręgosłupa szyjnego) lub nieistniejących pasażerów, aby zwiększyć kwotę roszczenia​.

Wymuszone wypadki drogowe niosą poważne skutki. Po pierwsze, stanowią zagrożenie dla życia i zdrowia uczestników ruchu. Celowe doprowadzenie do kolizji może wymknąć się spod kontroli – znane są przypadki, gdy takie oszustwo doprowadziło do tragicznej śmierci niewinnych osób. Na przykład w głośnej sprawie z hrabstwa Buckinghamshire grupa oszustów zainscenizowała kolizję, która wymknęła się spod kontroli i spowodowała śmierć przypadkowej kobiety na autostradzie​ [4]. Sprawcy tego „wypadku dla zysku” zostali surowo ukarani – dwóch głównych uczestników otrzymało kary po 10 lat i 3 miesiące pozbawienia wolności za zmowę w celu oszustwa oraz spowodowanie śmierci przez niebezpieczną jazdę​ [5]. Ta sprawa pokazuje, że wymuszenie kolizji może skutkować nie tylko zarzutami oszustwa, ale i oskarżeniami rodem z prawa drogowego i karnego, z najwyższym wymiarem kary włącznie.

Po drugie, prawo drogowe przewiduje dodatkowe sankcje. Kierowca, który celowo powoduje zagrożenie na drodze, może zostać oskarżony m.in. o niebezpieczną jazdę (dangerous driving w rozumieniu Road Traffic Act 1988). Jest to poważne przestępstwo drogowe, zagrożone karą do 2 lat więzienia oraz obowiązkowym zakazem prowadzenia pojazdów (minimum 12 miesięcy)​. Jeśli w następstwie takiej celowej kolizji ktoś zostanie ciężko ranny lub zabity, sprawcy grożą odpowiednio oskarżenia o spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub spowodowanie śmierci przez niebezpieczną jazdę – przestępstwa zagrożone karami sięgającymi kilkunastu lat więzienia (a od 2022 r. nawet dożywociem w przypadku śmierci)​ [6], [7]. W praktyce więc osoba aranżująca wypadek drogowy w UK może odpowiadać jak za bardzo poważne przestępstwo, jeśli tylko jej działania wyrządzą komukolwiek krzywdę.

Wreszcie, crash-for-cash to oszustwo ubezpieczeniowe, więc sprawcy niemal na pewno czekają zarzuty z prawa karnego dotyczące wyłudzenia. Brytyjskie organy ścigania (np. specjalna jednostka Insurance Fraud Enforcement Department policji City of London) ściśle współpracują z ubezpieczycielami, aby wykrywać i ścigać takie przypadki. Fałszywe zgłoszenie szkody do ubezpieczyciela jest traktowane jako fraud (oszustwo) – np. fraud by false representation w rozumieniu Fraud Act 2006 [8]. Niezależnie od tego, czy kolizja była upozorowana, czy tylko zainscenizowana częściowo (np. celowe sprowokowanie realnego zdarzenia), osoba wysuwająca świadomie fałszywe roszczenie odszkodowawcze popełnia przestępstwo. W następnych sekcjach przyjrzymy się karom za to przewidzianym, ale już na tym etapie warto podkreślić: maksymalna kara za oszustwo ubezpieczeniowe w UK to nawet 10 lat pozbawienia wolności​ [9].

Wymuszone wypadki w pracy

Kolejnym obszarem, w którym zdarzają się celowe próby wyłudzeń, są wypadki przy pracy. Schemat bywa podobny, choć okoliczności inne – osoba symuluje lub aranżuje zdarzenie w miejscu pracy (np. halę produkcyjną, biuro, magazyn) tak, aby wyglądało na nieszczęśliwy wypadek, a następnie zgłasza roszczenie o odszkodowanie z tytułu wypadku przy pracy. Takie roszczenia kierowane są zwykle przeciwko pracodawcy (który z reguły posiada ubezpieczenie odpowiedzialności pracodawcy, tzw. Employers’ Liability Insurance). Przykłady? Pracownik celowo wywołuje sytuację stwarzającą zagrożenie – np. rozlewa olej na podłodze i udaje poślizgnięcie się, albo świadomie ignoruje zasady BHP, by doprowadzić do „wypadku”, w którym odniesie kontrolowane obrażenia. Inna metoda to fabrykowanie objawów urazu (np. symulowanie przewlekłego bólu pleców rzekomo na skutek incydentu w pracy) i przedstawianie fałszywej dokumentacji medycznej celem uzyskania odszkodowania lub długotrwałego płatnego zwolnienia.

Warto zauważyć, że wymuszenia wypadków w pracy coraz częściej są zjawiskiem zorganizowanym. Firmy ubezpieczeniowe odnotowały przypadki, w których przestępcze grupy ingerują w rynek pracy – podstawiają swoich ludzi jako tymczasowych pracowników, specjalnie po to, by inscenizowali oni fałszywe wypadki i zgłaszali roszczenia odszkodowawcze z polisy pracodawcy​ [10]. Często w zmowie uczestniczą fałszywi „świadkowie” spośród załogi, a nawet nieuczciwi prawnicy czy pośrednicy odszkodowawczy. W ciągu ostatnich lat brytyjski sektor ubezpieczeniowy zaobserwował znaczny wzrost podejrzanych roszczeń z tytułu wypadków pracowniczych – to zjawisko określane bywa wręcz jako kolejna „plaga” fraudów po oszustwach komunikacyjnych​ [11],[12].

Konsekwencje prawne takich działań w pracy są analogiczne do tych na drodze. Celowe doprowadzenie do wypadku i złożenie fałszywego roszczenia stanowi oszustwo w rozumieniu prawa karnego (Fraud Act 2006). Niezależnie od tego, czy oszustem jest sam poszkodowany pracownik, czy współdziałająca grupa osób, czyn ten zagrożony jest karą więzienia (do 10 lat) i/lub grzywną. Dodatkowo mogą dojść zarzuty pokrewne – np. próba wyłudzenia świadczeń pracowniczych, fałszowanie dokumentacji medycznej (co może być osobnym przestępstwem), czy udział w zorganizowanej grupie przestępczej. W miejscu pracy dochodzi również aspekt zagrożenia dla innych – jeśli ktoś dla upozorowania wypadku łamie przepisy BHP i naraża współpracowników na niebezpieczeństwo, może ponosić odpowiedzialność za narażenie zdrowia innych (w skrajnych sytuacjach nawet za umyślne sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia, jeśli jego działania mogły doprowadzić do poważnego incydentu).

Wymuszenie wypadku przy pracy to także podstawa do zwolnienia dyscyplinarnego oraz roszczeń cywilnych pracodawcy przeciwko sprawcy. Pracodawca, wykrywszy próbę oszustwa, ma prawo nie tylko odmówić wypłaty jakichkolwiek świadczeń, ale też zgłosić sprawę policji. W praktyce wielu ubezpieczycieli w porozumieniu z pracodawcami przekazuje takie przypadki specjalnym jednostkom do walki z fraudami. Pracownik, który próbował wyłudzić odszkodowanie na podstawie sfingowanego zdarzenia, może więc stanąć przed sądem karnym tak samo, jak oszust „drogowy”. Istnieją liczne przykłady wyroków w takich sprawach – np. były policjant z Wielkiej Brytanii został skazany na 2 lata i 3 miesiące więzienia za sfałszowanie urazu pleców i złożenie fałszywego roszczenia odszkodowawczego (przyznał się do oszustwa przez fałszywe przedstawienie faktów)​. Tego typu wyroki mają silne działanie odstraszające w środowisku pracy.

wypadek na placu zabaw

Wymuszone wypadki w miejscach publicznych

Trzecim obszarem są świadomie aranżowane wypadki w miejscach publicznych – np. w sklepach, supermarketach, na chodnikach czy w lokalach usługowych. Klasyczny przypadek to tzw. „slip-and-trip” scam, czyli upozorowanie potknięcia lub poślizgnięcia się. Oszust wybiera miejsce, gdzie łatwo o rzekomy wypadek (rozlana ciecz na podłodze, nierówny chodnik, uszkodzone schody), często sam taką sytuację preparuje (np. wylewa coś na posadzkę), po czym odgrywa scenę upadku i kontuzji. Następnie zgłasza właścicielowi terenu lub jego ubezpieczycielowi roszczenie o odszkodowanie za odniesiony uraz. Inną metodą jest upozorowanie incydentu w miejscach takich jak transport publiczny czy przestrzeń miejska – np. celowe przewrócenie się na źle zabezpieczonym placu budowy, prowokowanie sytuacji, w której spadnie na nas jakiś przedmiot, itp. Celem ponownie jest wypłata odszkodowania za szkody na zdrowiu lub mieniu.

Oszustwa „na potknięcie” również są aktywnie zwalczane w UK. W dobie wszechobecnego monitoringu CCTV wielu takim naciągaczom udowodniono ich winę dzięki zapisom kamer. Przykładowo w 2020 r. głośny był przypadek mężczyzny, który próbował wyłudzić pieniądze, rzekomo doznając urazu w dwóch różnych sklepach w North Yorkshire. Nagrania CCTV ujawniły jednak, że upadał on celowo i przybrał pozę poszkodowanego, po czym spokojnie opuszczał sklep bez oznak kontuzji​ [13]. Sprawca ten, Asad Khan, został następnie skazany przez brytyjski sąd – otrzymał 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 18 miesięcy, 60 godzin prac społecznych oraz nakaz zapłaty £940 kosztów​ [7]. Przyznał się do winy (oszustwa przez fałszywe przedstawienie), a policja podkreśliła, że niezależnie od skali wyłudzenia, ubezpieczeniowi oszuści będą karani​. To tylko jeden z wielu przykładów – brytyjskie media regularnie informują o osobach ukaranych za „podrabiane” poślizgnięcia czy upadki. Wyroki obejmują zarówno kary więzienia (często w zawieszeniu przy mniejszej szkodliwości czynu), jak i grzywny oraz obowiązek zwrotu wyłudzonych kwot.

Z punktu widzenia prawa, wymuszenie wypadku w miejscu publicznym niczym nie różni się od opisanych wyżej sytuacji – jest to po prostu inna sceneria. Sprawcy grożą zarzuty karne z Fraud Act 2006, a w postępowaniu cywilnym – całkowite oddalenie roszczeń i obciążenie kosztami. Firmy i instytucje również coraz skuteczniej się bronią: wykorzystują monitoring, zatrudniają detektywów ubezpieczeniowych, a przy najmniejszym podejrzeniu fałszerstwa informują organy ścigania. Warto dodać, że w 2015 r. zaostrzono przepisy cywilne dotyczące takich roszczeń – Criminal Justice and Courts Act 2015 wprowadziła zasadę, że jeśli poszkodowany w roszczeniu o odszkodowanie działa w sposób rażąco nieuczciwy (fundamental dishonesty), sąd musi jego powództwo oddalić w całości i może ukarać go grzywną oraz nakazać pokrycie kosztów postępowania. Oznacza to, że nawet jeśli ktoś faktycznie doznał drobnego urazu, ale świadomie go wyolbrzymia lub dodaje fikcyjne szkody licząc na większą wypłatę – ryzykuje utratę całego odszkodowania i potencjalnie odpowiedzialność karną za oszustwo. Taka regulacja ma powstrzymywać m.in. fałszywe „potknięcia” i innych naciągaczy w miejscach publicznych.

Jak pokazują opisane powyżej scenariusze – niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z wymuszonym wypadkiem na drodze, w miejscu pracy czy w przestrzeni publicznej – celowe aranżowanie takich zdarzeń jest nie tylko głęboko nieetyczne, ale przede wszystkim niezgodne z prawem i grozi poważnymi konsekwencjami. Wymuszenie wypadku, nawet jeśli z pozoru wydaje się „sprytnym sposobem na odszkodowanie”, w świetle brytyjskiego prawa traktowane jest jak klasyczne oszustwo, za które odpowiada się zarówno karnie, jak i cywilnie.

W drugiej części artykułu przyjrzymy się szczegółowo, jakie kary grożą sprawcom takich oszustw – od grzywien, przez wieloletnie wyroki więzienia, aż po wpisy do rejestru karnego i zakazy zawodowe. Omówimy również działania podejmowane przez ubezpieczycieli, sądy, a także skutki finansowe i społeczne. Na koniec podpowiemy, jak mogą chronić się osoby, które padły ofiarą wymuszonego wypadku – zarówno na drodze, w pracy, jak i w przestrzeni publicznej.